Utwory refleksyjne
NA SWOJE KSIĘGI (motyw autotematyzmu)
Nie dbają moje papiery
O przeważne bohatery;
Nic u nich Mars, chocia srogi,
I Achilles prędkonogi;
Ale śmiechy, ale żarty
Zwykły zbierać moje karty.
Pieśni, tańce i biesiady
Schadzają się do nich rady.
Statek tych czasów nie płaci,
Pracą człowiek próżno traci.
Przy fraszkach mi wżdy naleją,
A to wniwecz, co się śmieją.
Na swoje księgi (I) to utwór pełniący rolę wstępu do zbioru Fraszek. Podmiot utożsamiany z autorem tłumaczy swoje zamiary. Nie chodzi mu o przedstawianie odważnych zwycięskich bohaterów – srogi bóg wojny Mars, czy znany z mitologii i Iliady Homera prędkonogi Achilles nie są tematem fraszek.
[…]
Ale śmiechy, ale żarty
Zwykły zbierać moje karty.
[…]
Stwierdzenie to wyjaśnia cel pisania owych drobnych wierszy. Autor ujawnia okoliczności sprzyjające tworzeniu i prezentacji tych utworów – […] Pieśni, tańce i biesiady […]. Zachęca w ten sposób do korzystania z rozrywek, do wesołych spotkań towarzyskich, zwłaszcza, że czasy nie sprzyjają stateczności, a praca nie przynosi oczekiwanych efektów. Dodaje również, że wygłaszanie przezeń fraszek przysparza mu sympatii (Przy fraszkach mi wżdy naleją, […]), a jeśli czasem ktoś się z niego śmieje, nie przejmuje się tym.
Utwór składa się z 12 wersów pisanych 8-zgłoskowcem. Jest to tekst zwięzły, prosty w budowie, służący prezentacji programu literackiego autora w zakresie fraszkopisarstwa.
O ŻYWOCIE LUDZKIM (motyw vanitas, życia ludzkiego, śmierci)
Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.
O żywocie ludzkim (I). Jeden z utworów pod tym właśnie tytułem zaczyna się od słów: Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,[…] z podobnym w budowie drugim wersem:
[…] Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy; […] (paralelizm składniowy). Jest to jeden
z utworów Jana Kochanowskiego, dyskretnie prezentujący motyw „Bożego igrzyska” (teatru, w którym ludzie są tylko kukiełkami poruszającymi się zgodnie z zamiarami Boga) – otóż człowiek sam nie panuje nad swoim losem, a jego przekonanie, że tak jest, to śmieszne nieporozumienie. Poeta zawarł tu refleksję filozoficzną nad daremnością ludzkich wysiłków mających na celu zdobycie sławy lub majątku:
[…]
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
[…]
Znamienne porównanie wskazuje, że wszystkie starania i wiara człowieka, że sukces zależy tylko od niego, są złudne. Wartości doczesne okażą się niewarte troski, gdy przyjdzie kres życia i trzeba będzie je zostawić. Jakkolwiek poeta nie przywołuje tu wprost motywu „Bożego igrzyska” czy „marności nad marnościami”, znanego z biblijnej Księgi Koheleta, ani nie wskazuje Boga jako Tego, który kieruje ziemskimi sprawami, to jednak podejmuje podobne rozważania, gorzko stwierdzając na koniec: […] Wemkną nas w mieszek (woreczek), jako czynią łątkom (kukiełkom).
Utwór liczy 8 wersów pisanych 11-zgłoskowcem.
NA SOKALSKIE MOGIŁY (motywy: mogiły, śmierci, bohatera, patriotyzmu, walki, bitwy)
Tuśmy się mężnie prze ojczyznę bili
I na ostatek gardła położyli.
Nie masz przecz, gościu, złez nad nami tracić,
Taką śmierć mógłbyś sam drogo zapłacić.
Na Sokalskie mogiły to 4-wersowy epigramat o charakterze epitafium (napisu nagrobnego) poświęcony walecznym bohaterom spod Sokala, gdzie w 1519 r. Polacy ponieśli klęskę, potykając się z Tatarami. Podmiotem wypowiedzi są polegli, kierujący do „gościa” słowa pocieszenia i otuchy – nie ma powodu do łez, ponieważ Polacy wykazali się męstwem
w walce prze ojczyznę (za ojczyznę) i zginęli śmiercią chwalebną, a w taki sposób adresat wypowiedzi sam zapewne chciałby umrzeć. Krótki tekst podejmuje motyw męstwa i ofiarności w walce za ojczyznę, sławi dzielnych bohaterów i wskazuje ich jako przykład dla innych – nie żałują życia, są dumni ze swojej postawy.
Fraszka jest pojedynczą kwartyną pisaną wierszem sylabicznym – 11-zgłoskowcowcem. Jest to jakby wypowiedź „zza grobu” – formułowana przez samych poległych, dlatego też – chociaż niewielkich rozmiarów – jest poważna i patetyczna.
NA MŁODOŚĆ (motyw młodości, konfliktu pokoleń, pór roku)
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,
Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.
Na młodość (I) to dysktych (dwuwiersz) zawierający myśl opartą na odwiecznym konflikcie pokoleń. Starsi łatwo zapominają, jakimi cechami i stylem bycia charakteryzowali się w młodym wieku, dlatego oczekują od młodzieży umiaru i stateczności:
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,
Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.
Użyte przez poetę porównanie życia ludzkiego do cyklu pór roku w oczywisty sposób wyklucza ustatkowanie w młodości. Podobnie jak wiosna jest zmienna, ale pełna uroku i barw, młodość „musi się wyszumieć” – jak głosi znane powiedzenie. Ton fraszki wskazuje, że autor opowiada się za prawem młodzieży do rozrywek i zabaw.
Napisany 11-zgłoskowcem dwuwiersz oparty jest na konstrukcji porównania, ma jedną parę rymową – jest więc silnie zrytmizowany i stanowczy w swym przesłaniu.
O ŻYWOCIE LUDZKIM (motyw vanitas, marności, życia, materializmu, Boga, rozmowy z Bogiem)
Wieczna Myśli, któraś jest dalej niż od wieka,
Jesli cię też to rusza, co czasem człowieka,
Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy
Patrząc na rozmaite świata tego sprawy.
Bo leda co wyrzucisz, to my, jako dzieci,
W taki treter, że z sobą wyniesiem i śmieci.
Więc temu rękaw urwą, a ten czapkę straci;
Drugi tej krotochwile i włosy przypłaci.
Na koniec niefortuna albo śmierć przypadnie,
To drugi, choćby nierad, czacz porzuci snadnie.
Panie, godno li, niech tę rozkosz z Tobą czuję:
Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.
Kolejny utwór pod tym tytułem zawarty w cyklu Księgi pierwsze podejmuje inaczej tym razem ujętą refleksję o życiu człowieka. Podmiot liryczny zwraca się do Boga słowami:
[…]
Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy
[…]
(Bóg obserwuje walkę ludzi o wartości materialne, odbiera ją jak maskaradę, karnawałowe widowisko, podczas którego rzucano zgromadzonej gawiedzi drobne monety i przysmaki). Rywalizacja ludzi w biegu po zdobycze prowadzi do wielu zagrożeń: można stracić rękaw, czapkę, włosy. Wreszcie kres owej walce przynosi śmierć, która pozbawia człowieka z trudem zdobytych wartości. Utwór kończy się apostrofą do Boga:
[…]
Panie, godno li, niech tę rozkosz z Tobą czuję:
Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.
Podmiot liryczny wyraża w niej zaufanie do Boga, którego prosi o odpowiednie pokierowanie postępowaniem słabego człowieka (takim się czuję), zachowuje przy tym trzeźwy dystans do pozornych bogactw tego świata. Stwórca jawi się tu jako Obserwator śmiesznego ludzkiego starania o sprawy doczesne, który nie przerywa żałosnego widowiska, wiedząc, że i tak nadmierne (i zarazem śmieszne zabiegi naprawdę nie mają znaczenie. )
12-wersowy utwór został napisany długą, zastrzeżoną dla poważnych zagadnień, miarą wierszową:13-zgłoskowcem. Jest...

